Na warsztaty można chodzić jak się ma na nie czas! Albo...? (Część 4 - sensoryka i przynależność)
- Monika M Burzykowska
- Mar 8, 2024
- 3 min read
Bez relacji umieramy.
Jako niemowlęta potrzebujemy opiekuna, który utrzyma nas przy życiu. Jako dzieci potrzebujemy rówieśników i ludzi starszych, przy których zdobywamy umiejętności społeczne.
Od kilku lat depresja zbiera kolosalne żniwa. Jesteśmy samotni.

Na początku warsztatu Zrób sobie DZIEŃ KOBIET wyjaśniłam, że jako psychoterapeutka, pracująca w mieszanym kulturowo środowisku, coraz bardziej czuję, że nasze pochodzenie ma znaczenie.
Często zdarza się tak, że kobiety płynnie władające językiem obcym odcinają się od rodaczek. Nie mają potrzeby kontaktów z innymi Polkami. Są niezależne, pracują w środowisku anglojęzycznym, spełniają się.
Jednak to nie do końca prawda.
Język jest ważnym narzędziem komunikacji, ale z psychologicznego punktu widzenia - bardzo słabym. Relacje międzyludzkie budujemy poprzez nasz głos, spojrzenie, mimikę, gesty, zapach, system nerwowy, przekonania, opinie, itd.
Wątek społeczno-kulturowy jest bardzo silny i unikanie go jest błędem.
Toteż warsztat Zrób sobie DZIEŃ KOBIET jest przestrzenią, w której polskie kobiety, mają możliwość spotkania się we własnym gronie. Uświadomienie sobie przynależności do tej konkretnej grupy osób przypomina, że nie jesteśmy osamotnione.

Luźne rozmowy, wypełnione nazwami miejscowości, zespołów muzycznych czy innych elementów przywołujących wspólne pochodzenie w naturalny sposób prowadzą nas do domu...
Jednak doświadczenie bycia w domu mogło być doświadczeniem pozytywnym, ale nie musiało. Przestrzeń warsztatowa zaprasza do uzdrowienia.
Warsztat Zrób sobie DZIEŃ KOBIET dał możliwość powrotu do swojego "domu" po to by sprawdzić osobistą relację z wczesnym dzieciństwem i zaktualizować "dane". Bezpieczna relacja, o której pisałam w artykule drugim, dała podstawę do tego by spojrzeć na swoją przeszłość z perspektywy aktualnego życia.
To także okazja do tego by doświadczyć bezpiecznej wspólnoty, która jest źródłem siły, empatii, zrozumienia, głębszego współodczuwania opartego na wspólnym pochodzeniem.





Gdy uczestniczki warsztatu poznały swoje ciało, głos, brzmienie śmiechu i lekkość łez, wówczas były gotowe by wkroczyć w świat dotyku, a relacja ta nie była jednakowa dla nikogo.
To, co dla jednej osoby może być fascynujące lub relaksujące, dla innej może być drażliwe i nieprzyjemne.
Celem był powrót do okresu wczesnego dzieciństwa, kiedy to w ten właśnie sposób poznawałyśmy świat.
Nasze małe rączki łapały różne przedmioty i badały je swoimi paluszkami i językiem bo zapach, smak, różne podłoża stanowiły dla nas encyklopedię, dzięki której poznawaliśmy świat.
Przyjazne rozmowy, muzyka płynąca w tle, a także dobór miejsca w sali były istotnym elementem dotyku. Bo dotyk może być wspaniały, a może być druzgocący. I dla każdej uczestniczki relacja ta była bardzo osobista.

W świecie dramaterapii dużo czasu poświęcamy projekcji. Jest to jeden z filarów tej metody psychoterapeutycznej.
W trakcie warsztatu każda z uczestniczek miała szansę wejścia w relację dotyku z gliną by poznawać samą siebie i swój wewnętrzny świat.
Czy to świat zasłyszany w rozmowie lub muzyce, czy wyobrażony pod wpływem wcześniej rozbudzonej wyobraźni, lub afirmacji - wszystkie reakcje były prawdziwe i istotne w swojej niepowtarzalności.
Każda z uczestniczek tworząc w glinie zobaczyła część własnego świata i nadała znaczenie temu, co stało się efektem końcowym.

W psychoterapii zachęcamy by zaufać procesowi.
Tak też działo się w procesie tworzenia. Umiejętności manualne nie miały żadnego znaczenia.
Istotą był dotyk, projekcja i znaczenie.
Ważny również był element rozmowy w trakcie tworzenia
Bo choć uczestniczki zostały zaproszone do krainy milczenia, to bardzo szybko okazało się, że kontakt z innymi był o wiele ważniejszy niż kontakt z własnym wnętrzem.
Potrzeba rozmowy była bardzo silna.
Kobiety mogły ją spełnić w takim zakresie, w jakim było im to potrzebne.

Wiele samotności, uzależnień, toksycznych relacji czy stanów depresyjnych lub lękowych bierze się stąd, że utknęłyśmy w historii, którą sobie nieustannie opowiadamy.
Stajemy się więźniarkami własnych przekonań.
Dla naszego mózgu jest to bardzo wygodne i bezpieczne, ale nie dla pełni szczęścia i zdrowia jednostki.
Większość z wymienionych przeze mnie źródeł cierpienia bierze się stąd, że brakuje nam doświadczenia dobrej, bezpiecznej relacji ze środowiskiem, którego częścią jesteśmy.
Czy jest to relacja przyjaźni, dotyku, zapachów, czy miejsca - chodzi nam o to, że na danym etapie życie jesteśmy nieszczęśliwe i nie wiemy co z tym począć.
Odczarowanie tej powtarzającej się historii jest możliwe poprzez uczestnictwo w doświadczeniach bezpiecznych i przyjaznych, w których dogłębnie odczuwamy spokój i bezpieczeństwo.
Dlatego warto powtarzać doświadczenia, które sprawiają, że się umacniamy i stajemy silniejsze.
Warto świadomie dobierać ludzi, z którymi wchodzimy w relacje.
Warto świadomie filtrować infromacje, które do nas docierają.
Warto żyć świadomie, wówczas szczęście jest stanem naturalnym.
W kolejnym, ostatnim artykule z tej serii podsumujemy warsztat Zrób sobie DZIEŃ KOBIET i przywołamy echa intuicji.
Pozdrawiam
Monika Burzykowska
DramaterapeutkaMonika :)








Comments